nasz kanal na youtube
  • header
  • header
  • header
  • header
  • header
  • header

Wielki sukces I Karnawałowego Balu Jazzowego

f

W ostatnią sobotę Karnawału 6.02.2016 r. w Klubie Liverpool bawiono się "na jazzowo" na I KARNAWAŁOWYM BALU JAZZOWYM. Polskie Stowarzyszenie Jazzowe Wrocław oraz Ośrodek Kultury i Sztuki zaprosili na Bal miłośników muzyki dixielandowej. Dobrej zabawie ( na sali komplet gości ) towarzyszyła muzyka taneczna (jazz tradycyjny), którą zapewnił zespoły  Dixie Tiger s Band  oraz Wroclaw Carnival Brass Band. Z zespołami gościnnie wystąpił wokalista jazzowy Janusz Cedro. Motywem przewodnim Balu był klimat Nowego Orleanu z lat 20-tych i 30-tych, a patronem Balu był mistrz trąbki  Louis "Satchmo" Armstrong.


 

Organizatorzy mówią: "chcielibyśmy aby Bal stał się miejscem integracji środowisk twórczych Wrocławia : muzyków jazzowych , artystów plastyków , dziennikarzy , literatów i dedykowaliśmy  ten Bal wszystkim którzy pamiętają Klub Jazzowy " Rura " , czy " Klub Dziennikarza i byli tam częstymi gośćmi , aby spotkali się po latach raz jeszcze właśnie na Balu Jazzowym".

W programie przewidziano są liczne atrakcje, m.in. wybrano  Królową  i Króla Balu - zostali nimi Danuta Ambroży i Krzysztof Skarbek. Wrocławianie nie zawiedli  i przybyli na Bal w strojach z tej epoki . Organizatorzy zachwalają " to pierwszy taki Bal w Polsce " i widać że wrocławianie "czują jazz tradycyjny " i już planujemy w Karnawale 2017 - drugą edycję imprezy . Wśród gości Balu dominowała opinia że dawno na tak udanej imprezie nie byli , bo jak sami mówią jak się słyszy takie utwory jak " Sweet Georgia Brown " , " On the sunny site of the street " , czy " Basin street blues " to nie sposób usiedzieć w miejscu  - nogi same rwą się do tańca .

 

Relacja TVP Wrocław na żywo: http://wroclaw.tvp.pl/23922171/karnawalowy-bal-jazzowy

 

 

Program "Nie przegap" z dnia 31.01.2016: http://wroclaw.tvp.pl/23835130/31012016  (materiał od 2:11)

więcej informacji

Auto - percepcje [Wzorowy żołnierz] - cykl autorstwa Rafała Warzechy

f

15 stycznia - 17 lutego 2016
Galeria PHOTO ZONA
Ośrodek Kultury i Sztuki, Rynek-Ratusz 24, Wrocław
Wernisaż: 15 stycznia 2016, godz. 17.00

 

Zadaniem galerii jest prezentacja dokonań, powstałych w fotomedialnym nurcie sztuki. Publiczności zostanie zaprezentowany dorobek artystyczny, który ma swoje źródło w ogólnopolskim środowisku akademickim, ze szczególnym uwzględnieniem realizacji powstałych w dolnośląskim kręgu artystycznym. W roku 2016 Galeria PHOTO ZONA zorganizuje wystawy o zróżnicowanym charakterze formalnym (fotografia, fotoobiekt, fotoinstalacja itp.), które poza miejscem ekspozycji (Dolnośląskie Centrum Informacji Kulturalnej OKiS) będą upublicznione również w mediach elektronicznych i publikacjach.

 

Druga Wystawa galerii to cykl Auto - percepcje [Wzorowy żołnierz] autorstwa Rafała Warzechy.

Kuratorem wystawy jest Agata Szuba.

 

Rafał K. Warzecha

Absolwent Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego. Pracę twórczą rozpoczął w 2000 roku, a dydaktyczną w 2003. Obecnie jest asystentem w Katedrze Sztuki Mediów w Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta we Wrocławiu oraz doktorantem w Warszawskiej ASP. Jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików. Dotychczas zrealizował kilkanaście wystaw w kraju i zagranicą. Jego prace znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu

 

 

Zabawy z tożsamością


Wzorowy żołnierz nie posiada właściwości, sprawdza się w każdej armii, w każdym rodzaju wojsk, w każdym mundurze. Autoportrety Rafała Warzechy, na pozór poczciwe w manipulacjach, okazują się wyjątkowo wyrafinowane, by nie powiedzieć perwersyjne, bowiem nie pozwalają na żadną konstatację. One tylko sugerują kierunek, bez możliwości orzeczenia.

 

Nałożenie portretów robionych na przestrzeni wielu lat nie pozwala na określenie wieku; młodzieńczość na niektórych jest dwuznaczna płciowo, zarost nieraz wygląda na sztucznie dorobiony (przecież dorabiał go późniejszy czas); kostiumy nie dają się sklasyfikować, nawet orzełek na czapce (najbardziej wyrazisty znak na wystawie) rozmywa się.

 

Wystają okulary. Wahają się między okularnikiem a żołnierską ochroną oczu. Uciekają przed jednoznacznością. Oczy zawsze wyraziste i jakby inteligentnie wnikliwe skłaniają do subtelnych interpretacji na temat zniewolonej przez reżim podmiotowości, ale też zniechęcają zaraz do tego stereotypu, bo na niektórych sugerują głupkowatość niezdary. Wszystkie autoprezentacje zaciekle bronią się przed konkretyzacją.

 

A więc żołnierz sprowadzony do cyfry żołnierstwa, wyprany z cech szczególnych? Żołnierz narzędzie ogólne, taki militarny wihajster? Może, ale chyba nie możemy być pewni takiego kierunku. Ta wystawa otwiera wszystkie możliwości i zawiesza je bez rozwiązania. Zachęca do dociekliwej gadaniny i natychmiast ją kompromituje.

 

Gry i zabawy z własną twarzą to zawsze ćwiczenia z tożsamości. Z tą natomiast problem jest natychmiastowy. To, co oglądam, nie jest bowiem tożsame z tym, co widzę. Jeśli sądzę, że to jest oto moja rzeczywista twarz, to oczywiście mam do pewnego stopnia wygodną i użyteczną rację. Ale przy bliższym wejrzeniu stwierdzić muszę, że jest to tylko myśl o mojej twarzy wywołana w mojej świadomości przez impuls na siatkówce.

 

Wyostrzając, mógłbym powiedzieć, że moja twarz nie istnieje, lecz wyłącznie moje wyobrażenie mojej twarzy wywołane impulsem światła, czyli elektromagnetycznymi drganiami o różnej częstotliwości, które absorbuje obserwowana twarz w skomplikowanym procesie, a nadwyżki przekształcone w fotony wysyła w jeszcze bardziej skomplikowanym procesie. Na tym etapie moja twarz jest stacją nadawczą, a moje oczy odbiornikiem.

 

Fotony przekazują kwantowe energetyczne informacje, które w galaktyce oka wywołują fizyczno-chemiczne reakcje, te z kolei zmieniają napięcie w membranach komórek nerwowych i jako elektryczny impuls wędrują przez różne areały kosmosu mojego mózgu, który konstruuje z tego wzór przeliczając i interpretując niezliczone frekwencje, fale i Bóg wie, co jeszcze. Tak wygląda moja twarz w moim mózgu.

 

Nie dająca się ogarnąć ilość transformacji, w których w ogóle twarzy nie widać. I jeżeli w końcu nagle z tego wszystkiego wyczarowuje się konkretny obraz mojej twarzy, to jest to cud najbardziej fantastyczny, akt stwórczy, o którym nauki przyrodnicze nie są w stanie powiedzieć ani słowa. A ja - i o tym powinienem zawsze pamiętać – nie jestem w stanie nic powiedzieć o źródłowej realności mojej twarzy. To, z czym mam do czynienia, to duchowy konstrukt będący w jakimś stosunku, ale w stosunku koniecznym, do oryginału. Tożsamość wprawdzie jeszcze w tym stosunku nie upada, ale trzeszczy już na poziomie ontycznym.

 

Obraz, obraz mojej twarzy i Twojej także, jest zatem zawsze i bez wyjątku i od samego początku reprodukcją. A później coraz bardziej reprodukcją. Ponieważ do tego duchowego konstruktu zlepionego z kwantowych drgań i impulsów dochodzi teraz żywioł świadomości: chwiejnej w zmieniających się interpretacjach, niepewnej we wnioskach, rozhuśtanej emocjonalnie i spadającej w otchłań czasu.

 

Patrzę na siebie od zawsze i od tego pierwszego razu w dzieciństwie, gdy zobaczyłem swoją twarz, nakładam na siebie wszystkie następne spojrzenia wraz z myślami i emocjami, które im towarzyszyły. Na swoje obrazy siebie nakładam też opinie innych na temat mojej twarzy, nakładam inne obrazy, inne twarze, inne miny, inne maski i peruki pudrowane pochlebstwami, wyszmelcowane obmową, zdrapuję liszaje po opluciach, nakładam na nie kosmetyki zakłamania, maści na blizny po rozdrapanych wyrzutach sumienia.

 

Cóż to za mieszanina bezkształtna i absurdalna w tyglu świadomości – tożsamość. Z jednej strony wyznaczona biegunem osobności, odgrodzenia się. Z drugiej strony zapobiegliwie budując płot otwiera się jednocześnie na wszechświat kultury, na nieskończoność. Z jednej strony zamyka się przed natłokiem wzorów, żeby nie popaść w chorobę utraty osobowości, co jest w ostateczności dla niej śmiertelne, z drugiej strony – umrze pozbawiona społecznego żywiołu, sama z siebie się unicestwi wyklęta na wygnanie. Latami hoduje kwiaty intymności, by je w oku mgnienia rozdeptać w orgii masowości. Koniecznie musi mieć imię własne, ale imię to ma sens tylko w zdaniu, w języku, w ogólności ludzkiej.

 

Przyglądanie się tożsamości to karkołomna jazda do utraty przytomności. Wojsko wyhamowuje tę jazdę. Jeśli logika porządkuje chaos zmysłowości, to regulamin i hierarchia uspokajają rozedrganą tożsamość. Nieokreśloną, zwyczajną śmierć wskutek choroby lub starości podnoszą do rangi bohaterskiego poświęcenia. Niejasny sens życia ujmują w karby zwycięskiego celu w obronie ojczyzny i narodu. Służba! Służyć to najgłębszy sens człowieczeństwa zawsze: służyć rodzinie i dzieciom, służyć pracą społeczeństwu, narodowi, kulturze, cywilizacji, ludzkości, Bogu...

 

To są służby najczęściej skomplikowane, w wojsku jest ona najprostsza, najłatwiejsza. Tożsamość wojskowa jest, może być, wzniosła i bohaterska, a jednocześnie prosta i bezdyskusyjna jak rozkaz. Nawet mędrcy tęsknią czasami za taką! I jednocześnie się przed taką wzdragają. Mojżesz długo się wymigiwał od służby Bogu Izraela. Wymawiał się jąkaniem. Jąkając się.

 

Rafał Warzecha nakłada dziecinną, młodzieńczą fascynację harcerstwem, mundurem, która jest oddaniem się zabawie i przygodzie, na dorosłą, już z zarostem odpowiedzialność służby. Pozbawia to nałożenie właściwości i nakłada okulary. Może chronią żołnierskie oczy, może pomagają przyglądaniu się.

 

Kiedy patrzę na siebie, jestem uwiązany. Mogę patrzeć tylko na siebie patrzącego się na siebie. Nie mogę się podglądać nie podejrzewającego, że jestem obserwowany. No, chyba że założę specjalne okulary. Wtedy mogę zobaczyć się z zewnątrz mojej tożsamości.

 

Andrzej Więckowski



Galeria sztuki Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucji Samorządu Województwa Dolnośląskiego

 

Patronat medialny nad Galerią PHOTO ZONA obejmują: Pismo Artystyczne Format, made-in-photo.com, Tuwroclaw.com, Kulturaonline.pl, Quart Kwartalnik Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego.

 


 

więcej informacji

XIII EDYCJA WYSTAWY „Znad Dunaju, Wełtawy i Wisły. Medalierzy i ich dzieła”
w Budapeszcie

f

5 - 29 lutego 2016
Galeria Węgierskiego Związku Artystów Plastyków
ul. Andrássy, nr 6, I piętro, 1061 Budapeszt
Wernisaż: 5 lutego 2016, godz. 18.00


XIII edycja  wystawy „Znad Dunaju, Wełtawy i Wisły. Medalierzy i ich dzieła”, organizowana jest przez Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu oraz Muzeum Sztuki Medalierskiej – oddział Muzeum Miejskiego Wrocławia wraz z partnerami: Węgierskim Związkiem Artystów Plastyków w Budapeszcie oraz Muzeum Monet i Medali w Kremnicy.

 

Na ekspozycji swoje prace prezentują artyści z trzech krajów: Agnes Peter i Ildikó Bakos z Węgier, Eva Harmadyová  i Ivan Řehák ze Słowacji  oraz Wiesław Jelonek i Józef Wąsacz z  Polski.

 

Od lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku rozpoczął się proces przeobrażeń nie tylko polskiego medalierstwa. Medalierstwo dzisiaj to nie tylko pamiątka jakiegoś zdarzenia, nagroda dla osoby. Dziś medal został uwolniony od rygorów, jakie obowiązywały dotychczas, często wiec osobista wypowiedź staje się głównym celem twórczości medaliera. Wśród prezentowanych prac, ta formuła swobodnej wypowiedzi artystów dominuje. Pokazane prace dają widzom możliwość dialogu z artystą, który poprzez medalierską formę korzysta z możliwości wyrażenia własnego stosunku do rzeczywistości. Wśród nich są zarówno medale, jak i małe formy rzeźbiarskie, których autorzy koncentrują swoje poszukiwania twórcze wokół zagadnień reliefowych i przestrzennych.

 

Odchodzenie od płaskiego krążka na rzecz poszukiwań swobodnej formy rzeźbiarskiej, zwracanie się w stronę plakiety, rozbijanie płaszczyzny, to drogi do przemiany klasycznego medalu w małą formę, często zbudowaną z różnych materiałów. I choć przekształcanie tradycyjnego krążka na rzecz zróżnicowania jego kształtu w każdym wymiarze jest dziś powszechną tendencją twórców, to przecież wielu z nich, o czym możemy się przekonać oglądając wystawę, nadal kultywuje tradycyjną formę medalu klasycznego charakteryzującego się dwustronnością reliefu, małym formatem, zachowywaniem rygorów technicznych. 

 

To wszystko jednak w nowej, współczesnej szacie, ponieważ już zupełnie inaczej patrzymy na tę dziedzinę sztuki.  Jedno pozostaje nadal aktualne. Medal, to dzieło sztuki i jako takie podlega tym wszystkim prawom oraz zasadom, co inne dzieła sztuk plastycznych, tak wiec musi również odpowiadać stylowi epoki.

 

Na ekspozycję artyści wybierali sami swoje medale. Dominują wśród nich prace najnowsze, powstałe już w XXI wieku. Są wśród nich medale bite, których autorem jest Ivan  Řehák, pełne klasycznej elegancji, oszczędne w formie, nieomal ascetyczne, są plakiety, formy przestrzenne, czy małe formy rzeźbiarskie. Różnorodne są także źródła inspiracji, z których czerpią artyści. Obejmują one zarówno naturę, człowieka wraz z całą jego złożonością, relacjami międzyludzkimi, historią a także współczesnymi problemami.  Mamy więc dobrą okazję ocenić, na ile otwarte jest medalierstwo na akceptację „nowego” - eksperymenty techniczne, czy podejmowanie odmiennych od narzuconych tradycją tematów. W dobie, coraz silniejszych związków miedzy narodami, realizowania wspólnoty europejskiej, wiedza jaką możemy czerpać z wzajemnego poznawania się poprzez sztukę staje się bezcenną wartością.

 

Jacek Dworski, wrocławski artysta rzeźbiarz i medalier tak pisał we wstępie do jednej z poprzednich edycji tej  wystawy: ”Cykl tych wystaw daje możność oceny żywotności sztuki medalierskiej, jej istotności i użyteczności w życiu. Uzasadnia potrzebę jej istnienia. Daje możliwość porównania osiągnięć, stając się źródłem inspiracji i podnietą do dalszej twórczej pracy tak artystom, jak i studentom poznającym problemy medalierstwa i małej formy przestrzennej”.

 

Zebranie na jednej wystawie dzieł artystów pochodzących z różnych krajów, powstałych w tym samym czasie, pozwala na szczególne porównanie na ile te same problemy widzimy podobnie, na ile różnią nas sposoby percepcji otaczającego nas świata,  jakie tematy czy techniczne zagadnienia stały się dla poszczególnych twórców na tyle istotne, aby stać się impulsem powstania medalu, czy malej formy rzeźbiarskiej. Różnorodność prezentowanych prac wynika nie tylko faktu różnych miejsc pochodzenia ich autorów, ale także, a może przede wszystkim z indywidualizmu twórców, odrębnych postaw artystycznych, umiejętności i możliwości warsztatowych.

 

Organizatorzy wystawy mają nadzieję, że pozwoli ona zrobić kolejny krok w kierunku wzajemnego poznania się oraz indywidualnego wzbogacenia wrażliwości każdego ze zwiedzających ją gości.

Tekst: Barbara Kozarska-Orzeszek

 

Organizator:
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

 


Współorganizator:
Muzeum Miejskie Wrocławia - Pałac Królewski

Partnerzy:

Instytut Polski w Budapeszcie, Węgierski Związek Artystów Plastyków w Budapeszcie, Muzeum Monet i Medali w Kremnicy, Narodowy Bank Słowenii

Patroni medialni:

Format, Odra
      

 

Wystawa została zorganizowana przez Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu w ramach Spotkań Wyszehradzkich i dofinansowana  ze środków Samorządu Województwa Dolnośląskiego i Miasta Wrocławia.

więcej informacji

Noworoczne kolędowanie

« powrót

Noworoczne kolędowanie w Bazylice Garnizonowej

 

Tradycja koncertów kolędowych organizowanych przez Ośrodek Kultury i Sztuki każdorazowo we wrocławskiej Bazylice Garnizonowej sięga 2000 roku. Do tej pory wystąpili na nich między innymi: Chór Chłopięcy i Męski Filharmonii Poznańskiej Poznańskie Słowiki pod dyrekcją Stefana Stuligrosza, artystka krakowskiej Piwnicy pod Baranami – Anna Szałapak, zespół wokalny – Affabre Concinui, ukraiński zespół Tercja Pikardyjska, Mieczysław Szcześniak, Andrzej Sikorowski z zespołu Pod Budą z córką Mają, dziecięcy zespół Arka Noego, Orkiestra Koncertowa Reprezentacyjnego Zespołu Wojska Polskiego z solistami, zespół Golec uOrkiestra oraz Krystyna Prońko.


W okresie świątecznym, najczęściej w sobotę wieńczącą pierwszy pełny tydzień nowego roku, zapraszamy mieszkańców Dolnego Śląska do wspólnego kolędowania ze znanymi artystami. To wspaniała okazja do tego, aby, w przystępnej cenie, usłyszeć niezwykłe bożonarodzeniowe utwory.


Naszą ambicją podczas tych spotkań jest, nie tylko krzewienie polskiego dziedzictwa kulturowego zaklętego w dźwiękach muzycznych opowieści o świętach, ale także pokazanie niezwykłej atmosfery panującej na Dolnym Śląsku oraz zachęcenie do wspólnego przeżywania okresu świątecznego.


Przejdź do pełnej galerii
  • Dodaj na Facebook
  • Dodaj na nk
  • Dodaj na gg
  • Dodaj na Wykop
  • Dodaj na Twitter
  • Dodaj na Blip

  • DCIK
  • Międzynarodowe Trienale Grafiki
  • dokis
  • Domek Romański
  • DolnySlaskpelenHistorii