Współpraca regionalna Alzacja-Dolny Śląsk

EKOGLASS

WROSTJA

Zamówienia publiczne

Szkolenia

Raporty OKIS

Konkursy

Wrocławskie Promocje Dobrych Książek

Wakacyjne Tanie Wrocławskie Czytanie

Spotkania Weszehradzkie

Dolnośląski Festiwal Artystyczny

Dolnośląskie Centrum Informacji Kulturalnej

Dolnośląska Akademia Plastyczna

Lekcje Kultury

Przegląd Telewizyjnych Filmów o Sztuce

Szpital w kolorze

Logo


















"ODRA" nr 7-8-2010
już w sprzedaży:
Wystawy fotografii Krzysztofa Raczkowiaka - "Lubin 31 VIII 1982"
 
Wystawom towarzyszyć będzie album fotografii Krzysztofa Raczkowiaka z tekstami w pięciu wersjach językowych.
Uzupełnieniem ekspozycji jest 24-minutowy film dokumentalny autorstwa Grzegorza Brauna pt. "Krótka seria", którego bohaterami są uczestnicy i świadkowie tamtych tragicznych wydarzeń.
Realizacja projektu możliwa była dzięki wsparciu finansowemu Urzędu Miasta Lubina, KGHM Polska Miedź S.A. i Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego.

Honorowy patronat nad wystawami i książką objęli:
Prezydent RP Lech Kaczyński,
Minister Kultury i Sztuki Kazimierz Michał Ujazdowski,
Marszałek Województwa Dolnośląskiego Andrzej Łoś,
Wojewoda Dolnośląski Krzysztof Grzelczyk,
Prezydent Miasta Wrocławia Rafał Dutkiewicz,
Prezydent Miasta Lubina Robert Raczyński,
KGHM Polska Miedź S.A.

Patronat medialny nad przedsięwzięciem objęła TVP 3 Wrocław i Gazeta Wyborcza.

Ekspozycje można będzie oglądać do końca października.

Krzysztof Raczkowiak urodził się 7 maja 1952 r. we Wrocławiu. Fotografią zainteresował się podczas studiów na Politechnice Wrocławskiej
Niejako z przypadku w roku 1974 został fotoreporterem prasowym. Trafił do „Konkretów”, tygodnika Zagłębia Miedziowego w Lubinie. Była to ciężka szkoła dziennikarskiego rzemiosła. Zrobił tam tysiące zdjęć, które dzisiaj przedstawiają ogromną wartość historyczną.
Wielkim przełomem w jego życiu (po zawieszeniu w stanie wojennym wydawania tygodnika i przymusowym urlopowaniu) stała się dokumentacja tragicznych wydarzeń 31 sierpnia 1982 r. w Lubinie. Fotoreportaż Krzysztofa Raczkowiaka stał się dziełem o najwyższym poziomie poznawczym i historycznym, a fotografia śmiertelnie rannego Michała Adamowicza stała się nie tylko ikoną stanu wojennego, ale i jedną z najważniejszych w całej historii fotografii polskiej i światowej.
Dzisiaj fotografuje już tylko dla przyjemności. Prowadzi z żoną biuro podróży, a zdjęcia dokumentujące sierpień 1982 w Lubinie zamieścił w Internecie na stronie: http://www.lubin82.pl/

Krzysztof Raczkowiak o fotografiach:

Wszystkie te zdjęcia powstały właściwie przypadkiem. Aparat miałem ze sobą z przyzwyczajenia. To był odruch po kilku latach pracy w charakterze fotoreportera. Nie miałem jednak w nawyku bohaterstwa. Zanim w tym dniu zacząłem fotografować, normalnie, po ludzku bałem się: tłumu – że weźmie mnie za ubeka, milicji – że mnie zwinie i spałuje. Dopiero, gdy jakiś człowiek, razem z którym uciekałem przed szarżującymi zomowcami, zawołał: „Panie, fotografuj pan to skurwysyństwo!”, odważyłem się przyłożyć aparat do oka.

Co się dalej działo, tak naprawdę do końca nie pamiętam. Przed oczami przelatują mi dziesiątki scen, setki ludzi. Trudno dzisiaj precyzyjnie, chronologicznie ułożyć fragmenty wydarzeń. Pomagają mi w tym te zdjęcia.

Najważniejsze zdjęcie mojego dotychczasowego życia – grupy mężczyzn niosących śmiertelnie rannego Michała Adamowicza – zrobiłem biegnąc razem z nimi. Chwilę wcześniej sfotografowałem ludzi nachylających się nad leżącym człowiekiem, widać między nimi zakrwawioną głowę. Byłem wtedy w jakimś amoku, moja pamięć tego prawie nie zarejestrowała.

Dopiero następnego dnia, gdy wywołałem filmy i zrobiłem powiększenia, zobaczyłem scenę, przy której naprawdę zabiło mi serce. Zrozumiałem, czego byłem świadkiem – na moich oczach zamordowano człowieka. To nie był jakiś anonimowy żołnierz czy ofiara wypadku z wiadomości telewizyjnych. To był ktoś, kto być może kilka minut wcześniej biegł razem ze mną przez łąkę i chował się za pniem wierzby, słysząc świst kul i widząc, jak z drzewa sypią się ścięte przez nie liście.

Miejsce, w którym doszło w Lubinie do tragicznych wydarzeń 31 sierpnia 1982 r., usłane jest głazami-świadkami, będącymi elementami monumentalnej instalacji rzeźbiarskiej Zbigniewa Frączkiewicza. Na jednym z tych kamieni autor wyrył napis: „Milczą, a jednak wołają”.
Fotografia – moim zdaniem – też jest jak kamień. Nie ma w niej dźwięku, zapachów ani migających, kolorowych światełek. Są za to emocje, nastroje, światło i – co najważniejsze – prawda.

Bardzo bym chciał, by moje zdjęcia – milcząc jak kamienie – też zawsze wołały.
 
Lista ...